Tatry – Hokejka 2008

HOKEJKA -wrzesień 2008
Miał być Mnich. Szukając wiadomości o “Sprężynie”, znalazłem “Hokeja”. Od tej pory nie było ratunku. Zachorowałem.

Potem były sierpniowe huragany i wyjazd trzeba było przesunąć na wrzesień. Emocje rosły. Wyobraźnia podsuwała mi nawet ruchy na kluczowej ściance hokejki (nie sprawdziły się).

Wreszcie nastał czas wyjazdu.

Powrót w Tatry zawsze budził we mnie wielkie emocje. Tym razem było podobnie, a ogień podsycał wspaniały cel.

Dolina Małej Zimnej Wody w słońcu wyglądała znajomo i przyjaźnie. Po drodze trafiliśmy na kolebę i zostaliśmy w niej na noc (ok. 1500 m. n. p. m.). Leżąc przy kolebie obserwowałem ciągnącą się wzdłuż doliny długą Łomnicką Grań o niezwykle skomplikowanej budowie. Plątanina żlebów, trawiastych upłazów, żeber i żeberek, turnic i skalnych ścian. Na końcu tej grani widać Łomnicę (2634 m.) ,z jej imponującą zachodnią ścianą. Tam czeka hokejka. Wieczorny spacer po górach daje orientację o drodze pod ścianę.

W nocy po naszej kolebie hulał wiatr, który przybrał ogromną siłę.

Następnego dnia słońce. Przepiękną górską percią przez Capie Przechody (tak to nie pomyłka – CAPIE) zmierzamy do celu. Pod ścianę dotarłem sam, narobiłem sobie smaku…

Tego dnia przenosimy się jeszcze do chaty Tery´ego (ok. 2015 m.)

Co tu dużo mówić – Dol. 5-ciu Stawów Spiskich to mój ulubiony zakątek Tatr. Jestem tu już czwarty raz. Wszystkie szczyty są na swoim miejscu: Lodowy, Durny, Baranie Rogi, Pośrednia Grań, Łomnica…

Moje zachwyty przerwał chatar, który zabronił mi wstępu do schronu (!), ze względu na nie przestrzeganie przepisów ochrony przyrody. Ja i nie przestrzeganie przepisów… Kwiatka bym nie ruszył, kozicy nie ubił, świstaka nie zjadł!

Śpimy w chacie na glebie i tak już zostaje do końca.

Następnego dnia przedostajemy się przez Czerwoną Ławkę (czerwony granit!) 2350m. do Dol. Zimnej Wody (Dol. Staroleśnej), gdzie niedaleko widnieje Ostry Szczyt (2360 m.). Szczyt jest bardzo trudno dostępny nawet dla wyprawnych turystów (II) i to jest jego wielką zaletą.

Z Dol. Staroleśnej startuje klasyczna droga Haberleina. Pamiętam jak kiedyś marzyłem o jej przejściu. Oferuje ona trudność IV wariantem klasycznym. Wybrane przeze mnie warianty to max V. Wart wspomnienia był fragment drugiego wyciągu – piątkowy trawers do tzw. Dolnego Trawnika oraz trzeci wyciąg – 50-metrowa, przepiękna rysa Harberleina (V) o niezwykle litej skale, kończąca się na Górnym Trawniku. Pod szczytem zamontowano agregat do produkcji wiatru, na horyzoncie niespodziewanie się “ściemniło”. Wiatr miał niespotykaną siłę i dźwięk wybierający psychę. Po dokonaniu wpisu do książki szczytowej uciekliśmy. No… może nie zupełnie, dwa wyciągi ostrą granią szczytową do zjazdów zajęły trochę czasu.

Całość tury -godna polecenia.

Mimo stosunkowo niskiej, ok. 140m. ściany, brak stałej asekuracji i urodziwe otoczenie, pozwalały czuć się jak na górskiej wspinaczce. Ostry Szczyt cieszył – na bezrybiu rak i ryba… nie mniej moją głowę rozpierała tylko jedna myśl…

Wszystkie karty znalazły się w rękach Julego. To on miał zdecydować czy hokej będzie nasz.

Musiałem działać bardzo ostrożnie.

Symbole: znalezione w kolebie pieniądze z lat 70- tych ub. Stulecia (1401,20 zł), łyżka i widelec na Czerwonej Ławce, nie budziły moich wątpliwości, że na tej wyprawie jesteśmy nieśmiertelni.

Ale jak przekonać Julego?

Stało się to niespodziewanie – dzięki chatarowi i Joli. Chatar – bo zaserwował nam syfiaste parówki na śniadanie, Jola – bo wyposażyła Julego w “gorzką żołądkową”. Juli po śniadaniu, musiał się leczyć “gorzką” i to po niej nabrał psychicznego powera. Po nocnej wichurze, która chciała rozwalić schron, wstajemy o 4.30 i pod zachodnią Łomnicy.

Szczerze mówiąc nie wiem jak to się stało, że ani razu nie pogubiliśmy drogi pod ścianę. Zero kopczyków. Jordan, który wymyślił drogę, musiał przyjąć sporo żołądkowej gorzkiej. Miał wizje. Oczywiście można by napisać, że podejście było ładne tylko po co, skoro było brzydkie jak dziewczyna z PGR-u. Przynajmniej w końcowej części przez żleb Breuera, z wyjściem na Wyżnią Poślednią Przełączkę. Kiedy wszedłem w ścianę całe emocje przekierowałem na skałę, uspokoiłem się i wyluzowałem.

Współpracowaliśmy – ja, Juli i skała.

Kolejne 10 wyciągów (3o0 m), mijały szybko i sprawnie. To była naprawdę dobra robota. Całość w stylu OS. Wspomnę wyciąg przez krzyż (VI) – ciekawy trawers przez odpychającą skałę z efektownym wyjściem w poziomą rysę. Hokej (VI) -świetne ruchy na groźnie wyglądającym okapie. Kluczowa przewieszona ścianka z prowadzącą rysą (oceniam na VII-), sprawdzian prawidłowego ustawienia ciała – wbrew pozorom nie oczywista. Wyjściowy komin (V+) -idąc ściśle kominem mamy bardzo ciekawe wspinanie z klinowaniem całego ciała (baardzo ciasno).

Cóż mogę powiedzieć o drodze.

Najwspanialsza droga skalna, jaką w życiu przeszedłem. Sceneria rodem z raju – dużo granitu o białym odcieniu, bardzo urozmaicone i piękne wspinanie. Spełniły się wszystkie moje oczekiwania i marzenia.

Do całokształtu nie przystawał przykry widok turystów na Łomnicy, więc nie zostaliśmy długo na szczycie. Powrót ze szczytu do Przełączki Pod Łomnicą (I) był przyjemny. Po odzyskaniu butów miły trawers (II) Pośledniej Turni, zejście żlebami – częściowo zupełnie nieprzyjemne(O+) – ogromna kruszyzna.

PODZIĘKOWANIA:

1.Julemu za partnerstwo.

2. Klubowi za ścianę do ćwiczeń.

3.Joli za gorzką żołądkową.

4.Chatarowi za kiełbasę.

5.Asi za cierpliwość w obcowaniu z trudnym człowiekiem.

PRZEPRASZAM:

Chatara z Tery ego za łamanie przepisów TANAP-u .
MARIO