TROCHĘ HISTORII

Autor: Mario | 3 Sierpień 2010

 Zapraszam do wspomnień – odgrzebany gdzieś tekst Juliego z 2008 r. Publikuję bez wiedzy i zgody autora…

< Pierwsza lampka wina……. i nic :-(

< Druga lampka winka………..iiiii..  muszę sięgnąć po ?dzienniczek przedsięwzięć? *

< Pierwsze zapiski to :? dupówa, błoto, aparat?.

< Winko zaczęło pracować ;-) , powyższe słowa pobudziły moją pamięć.

 

Już jestem myślami z powrotem w Andaluzji. Siedzę w taksówce i jadę krętą drogą z Alory do El Chorro.

Myślę jak to przed rokiem po powrocie z El Chorro obiecywałem Joli że już więcej nie wyjadę na dłużej niż tydzień. Tymczasem znowu tutaj jestem. To jest silniejsze ode mnie,  przede mną  dwa tygodnie łojenia.

Z rozmyślań wyrywa mnie dźwięk telefonu Prezesa. To dzwoni Mlecyk z informacją że zostawił aparat w taksówce. Mlecyk zabrał się z dworca inną taksówką i będąc pod wrażeniem ścian, zostawił aparat na tylnej półce samochodu. Reszta ekipy, czyli Prezes ? dzięki któremu zacząłem się wspinać, Mario – dzięki któremu nadal to robię, Młody i Ja zabraliśmy się drugą taksówką na camp.

Dojeżdżamy, na miejscu wita nas zrozpaczony Mlecyk. Wsiada do naszej taksówki i rusza na poszukiwanie taxi z aparatem. Wrzucamy bety na grzbiet i udajemy się w poszukiwaniu miejsca na namiot. Jezu…. ale mnie ta podróż wyprała, ledwo powłóczę nogami. Z kroku na krok nogi stają się coraz cięższe. Aaaaa, to nie zmęczenie, to rozmiękła glina przywarła do moich butów. Za nim znajdujemy dogodne miejsce moje buty ważą parę ładnych kilogramów.(fotka).

Od tygodnia padają tutaj obfite deszcze, nas również zastała poważna zlewa w Maladze.

Póki co nie pada. Sprawnie rozkładamy namioty (fotka)

Ooo! Wraca Mleczu!

-         I co znalazłeś?

-         Nie

Zostaję więc jedyną osobą z aparatem.

Niezły początek, dupówa, zaginięcie aparatu, już chyba wystarczy ?!

Rozpakowuje bety. Ups! Co jest? Wyciągam  tłuste skarpetki. To słoik z kurczakiem rozbił się w trasie, pokaźnie uszczuplając zapas czystej odzieży.

No dobra! To już na pewno koniec niespodzianek. Przynajmniej dzisiaj.

 

Dzień drugi.

 

Rano budzi nas Młody, który już od dłuższego czasu jest na nogach.

O dziwo, zapowiada się na lampę.

Dzień zaczynam od musli z mlekiem w proszku. Co przypłacam niezłą sraczką i wizytą w krzakach przynajmniej dziesięć razy :-) .

Idziemy na Cotos medios, Cotos bajos i El Polworin. W sumie razem z Mariem powtórzyłem parę IV+ i V z zeszłego roku oraz nowe  V+ i 6a. Warto wspomnieć lot Mlecza głową w dół na Cotos medios,na drodze IV+, a w nowym przewodniku opisanej jako 6a. Był chyba w szoku, bo przy ponownej próbie w ogóle pominął  kluczową wpinkę ku przerażeniu asekurującego go Prezesa.

Na szczęście psycha mu nie siadła i przełoił pierwszą drogę w El Chorro.

Wieczorem do przedsionka namiotu przytaszczyliśmy drewnianą paletę, dzięki czemu mieliśmy powierzchnię wolną od kleistej gliny. (fotka)

 

Dzień trzeci.

 

Dzień następny jak kukułka w zegarze rozpoczął nam Młody.

Idziemy na Escalera suiza. Razem z Mariem przełoiliśmy parę V+ , 6a,6a+ i jedno 6b+.

Po za dalszą sraczką i jedzeniem makaronu z ziemi, który Mario wypierdziulił podczas odcedzania (fota), nic więcej się nie wydarzyło.

 

< OOOOOOOOO! Tracę łączność! Szybko jeszcze jedna lampka upragnionego nektaru.

<Uf! w samą porę ;-)

 

Dzień czwarty.

 

Jak zwykle nasza kukułeczka ( czytaj Młody)  budzi nas następnego dnia.

Na niebie chmury. Dobrze że dzisiaj mamy dzień restowy :-) .

Idziemy na rekonesans. Najpierw popatrzeć na rejon Serena, później Arabe, po czym kończymy w rejonie Escalera Suiza. Gdzie pozwalamy Młodemu powyżywać się na paru IV. Korzystając z okazji również Ja, Mlecyk i Mario przechodzimy te same drogi. Pogoda się trzyma, tylko kiedy Młody wchodzi w ścianę zaczyna padać. Młody! Złaź ze ściany! Ściągasz dupówę! Okazuje się, że młody po za deszczem ściągnął jeszcze dwie Dunki :-) . Niezłe łojantki ( przebiegła mi myśl), szpej, kaski itd. Po chwili szybka korekta.

Jedna z dziewczyn ledwo dochodzi do stanowiska i wyprana doszczętnie zjeżdża, zostawiając karabinek na stanowisku. Po chwili prosi nas  abyśmy pomogli jej go odzyskać. Prężę pierś i wchodzę w ścianę celem odzyskania karabinka. Już w myślach knuję różne plany związane z nagrodą za odzyskanie części szpeju.

Gdy tu nagle, pod namową Maria z sąsiedniej drogi trawersuje Młody i zdobywa karabinek.

Mario!!!!!!!!!!

I ty przeciwko mnie???!!!!!

Młody jak to Młody oddał karabinek, zyskując tylko ciacho którym poczęstowała go jedna z duńskich lasek.

A mogło być tak pięknie, echhhhhhhhhhh.

Dzisiaj chłopaki śmiali się podwójnie. Z utraconego karabinka i z mojej nadal trwającej sraczki.

 

Dzień piąty.

 

Ku Ku… Ku..Ku ? to znowu Młody :-[

Co on, ma problemy ze snem czy co?

Dzisiaj się przenosimy do lasu pod Arabe.

Obładowani całym dobytkiem podchodzimy wyżej, gdzie zakładamy obóz drugi. (film. Fotki)

 

Dzień szósty.

 

Po ulewnej nocy i wczesnej pobudce Młodego, schodzę na camp razem z Młodym w celu doniesienia jeszcze trochę wody do nowego obozu. Skała jest mokra, czyli OPIERDZIULANKA!

Tego dnia odstawiłem mleko w proszku :-)

 

Dzień siódmy.

 

Młody! To znowu Ty?! (fotka)

Lampa, sucha skała, dwa dni restu, to może tylko wróżyć jedno.

Udajemy się do Escalera Arabe. Tego Dnia razem z Mariem robimy: jedną V, dwie V+, trzy 6a,dwie 6b i jedną 6b+. Kończącą dzień piątkę robię już o zmroku. To jest to! Aż chce się żyć! Zadowoleni schodzimy do obozu drugiego. ?Mało wam Life is sweet ?? ** – z ciemności wydobywa się głos Prezesa.

Świadomi przegięcia, ale szczęśliwi wracamy do namiotów.

 

Dzień ósmy.

 

Kurwa!!!!!!! Młody, daj pospać! (fota)

Lampa, rejon Arabe. Razem z Mariem robimy 6a,6a+,6b, 2×6b+

 

Dzień dziewiąty.

 

Mario! Może udusimy Młodego?!!

Ręce jak z ołowiu, czas na rest.

Schodzimy na camp. Wreszcie mogę się wykąpać. Sraczka pozostawiła swoje ślady :-{

Wykąpani, z zapasem jedzenia i wody wracamy do obozu drugiego.

Młody po co tachasz dwie torby chipsów?????

Po dotarciu do obozu okazuje się, że mieliśmy gości.

Porozwalane kamienie z ogniska, poprzecinane linki na pranie itd.

Nic nie zginęło, jest to jednak znak, że ktoś nas nie lubi.

Następuje rozłam. Ja z Mariem zostajemy i zakładamy wyżej obóz trzeci. Prezes, Mleczu i Młody z chipsami   wracają na camp.

 

< Sorrryyyyy, może jeszcze jedna lampaka winka :-) )).

 

Dzień dziesiąty.

 

Cisza, spokój,brak Młodego. Mario trzeba wstawać!

Lekkie zachmurzenie, idealna pogoda na łojenie. Power  w łapach. To jest nasz dzień!

Idziemy na Arabe gdzie robimy 2 x 6a. Póżniej idziemy na Escalera Suiza gdzie robimy jedną 6b i 3×6c. W  tym moje dwie pierwsze 6c robione OS! :-) . Dzisiaj wyjątkowy tłok. Święto Andaluzji. W skałach pełno Hiszpanów. Również w naszym rejonie jest ich sporo. Mario dawaj zrobimy czwartą 6c!. Mario naparza, pierwsza wpinka i  łubudubu!!!!!!!!! Hiszpan z sąsiedniej drogi zwala się na glebę z wysokości ok 5 m.

Jękiiiiiiiiiiiii, krzykiiiiiiiiiiiiiiiii. Mario złaś na dół, Hiszpan w potrzebie! Okazało się, że Hiszpanie mieli za krótką linę. Asekurujący przez gri gri nie zauważył że skończyła się lina i efekt: Hiszpan leży i jęczy.

Do końca życia będę pamiętał aby na końcu liny wiązać supeł. Wspinaliśmy się na tej drodze i Mario taki supeł zawiązał, pomimo że mieliśmy linę 70m i nie było problemów ze zjazdem.

Aqua!!!!!!!!!!!Aqua!!!!!!!!!!! drze się Hiszpan. OOOOOOOOOOOOOOOOO!

Ja Pierd…… psycha padła na całego.

Nie będę w stanie wbić się w ścianę ? myślę.

Ledwo pomyślałem, a tu Hiszpanka podchodzi do nas i łamaną angielszczyzną prosi mnie żebyśmy  jej pomogli ściągnąć expresy, bo ona po tym wypadku nie jest w stanie.

Hiszpan jęczyyyyyyyyyy, pogotowie pędzi na sygnale, a ja , nie mogąc oprzeć się kobiecie lezę na ścianę i ściągam expresy senioricie.  Pogotowie, ratownicy, straż pożarna i Bóg wie kto jeszcze, przyjechali na miejsce.

Hiszpan na noszach, usztywniony, w specjalnym worku zostaje zniesiony do karetki. To cud że żyje. Jakieś 20 cm za jego głową był głaz. Aż strach pomyśleć  co by się stało jak by w  niego przyłożył.

 

< Nie no, muszę się napić.

 

Dzień jedenasty.

 

W kinie nocnym ( tak nazywaliśmy razem z Mariem nasze sny, których było sporo) na szczęście nie śnił mi się wypadek poprzedniego dnia.

Idziemy na rejon Serena. Robię tam 2×6a i 6a+, po czym wracamy do pechowego  Escalera Suiza i mając w pamięci wczorajszy wypadek, łoimy brakujące 6c. Zadowoleni wracamy do Arabe, gdzie dla rozluźnienia robimy jedną IV+ i 2xV+. Schodzenie musimy wspomagać czołówkami.

 

Dzień dwunasty.

 

R E S T

Nic nie zmusi mnie dzisiaj do wyjścia w skały.

Po zwinięciu namiotu (po demolce w obozie drugim, w obozie trzecim namiot rozkładaliśmy tylko na noc, a na dzień zwijaliśmy)(fotki)

Mario wspomina coś o przyjrzeniu się paru drogom. Zwariowałeś!!!!!

Albo miałem dar przekonywania, albo Mariowi też się nie chciało.

Leżymy, jemy (fotka), rest pełną gębą. Szkoda że Prezes wziął ze sobą nasze szachy.

Zróbmy z papieru! – rzuca Mario.

Podpuścił mnie, nie ma co. Kartka, ołówek i praca wre.

Wyszło ok. Tylko koniki mi nie wyszły (fotka).

Szachy musieliśmy przesuwać patyczkami, ale dało się rozegrać parę partii. (fotka)

Oczywiście zawsze wygrywał Mario :-{

Tego dnia zabrałem leżący na ziemi domek dla ptaków z hiszpańskiego lasu. (fotka) i po powrocie powiesiłem go na sośnie, w moim ogródku :-) (fotka)

 

Dzień trzynasty.

 

Aaaaaaaaa! Trzeba wstawać! Jaki mamy dzień?

Ostatni dzień łojenia w El Chorro :-(

Może zrobimy na koniec jakieś 6c+?

Idziemy na Arabe. Rozgrzewamy się na V+ i 6a+. Chcemy rozgrzać się jeszcze na wcześniej upatrzonej 6b+.

Niestety okazało się, że tego dnia rejon ten odwiedziła Polska sekcja kobiet pod przewodnictwem Elizy Kubarskiej. Dziewczyny napierały na ?naszą? 6b+. Nie było wyjścia , idziemy na LaSombra .  Piękna droga Kamar (6c+) pokazała nam miejsce w szeregu i jednocześnie zmobilizowała nas do dalszych treningów. Wyczerpani zakończyliśmy łojenie w El Chorro. (fota)

Jutro wracamy do Malagi skąd po spędzonej na lotnisku  nocy (fota) wrócimy do ?normalnego? życia.

 

Dzień czternasty.

 

Dolecieliśmy, w Warszawie powitał nas gęsto padający śnieg. Bez komentarza…..

 

 

P.S.

Podziękowania dla Joli za  wyrozumiałość.

 

< Kurde! PUK! PUK! Wino się skończyło, może i dobrze.  Muszę w formie wstawić się w poniedziałek na

< treningu. Mario nie ma litości. Naturalna selekcja, słabi i niedysponowani odpadają :-}

 

 

 

 

           Juli                      

 

 

 

* Patrz wyjazd do El Chorro rok 2007

20 Comments so far ↓

  1. patagonia mówi:

    Juli nie wiem czy to widzisz,ale Mario Cię zaprasza i …tęskni…

  2. Juli mówi:

    Ja też tęsknię. Zabierze mnie ktoś w niedzielę w skały??

  3. Juli mówi:

    Ostatecznie ja mogę zabrać kogoś. Nr telefonu znacie.

  4. DoMiNo mówi:

    Oczywiście, że chętnie zabierzemy, pilnujemy pogody i jedziemy … zatem umówimy się w sobotę, gdyż aura niepewna

  5. Mario mówi:

    kiepsko z pogódem zanosi łykent, jak co to poniedziałek abo wtorek
    “Mario nie ma litości. Naturalna selekcja, słabi i niedysponowani odpadają :-}”

  6. Juli mówi:

    Może być poniedziałek. Dajcie znać jak się zdecydujecie.

  7. Mario tylko że w poniedziałek lub wtorek będzie kiepsko z dokumentacją fotograficzno-filmową tak ważnego wydarzenia, a szkoda tego nie zarejstrować.

  8. Juli mówi:

    PJOTRUU, ale długiego nika sobie wpisałeś. Czy mamy na Ciebie wołać Foto Sub Piotruu- alpinizm przemysłowy ?? :-) ))

  9. dodać trzeba jeszcze “Pepe Fat Man”

  10. Mario mówi:

    do foto geccon alpinizm itd – w sobót/niedziel zlewa ;-(
    http://new.meteo.pl/um/php/meteorogram_id_um.php?ntype=0u&id=1023
    Pjothruu dziex za psycho-wsparcie

  11. takich zielonych słupków od paru lat na icm’ie jeszcze nie widziałem, można ewentualnie wybrać się z ciekawości w sokoły żeby zobaczyć jak duży to będzie opad!

  12. Juli mówi:

    Czekamy zatem aż pogoda się poprawi.

  13. Mario mówi:

    chłopoki pakowac szpej jutro lampioza

  14. Mario mówi:

    szósta?

  15. Mario mówi:

    Juli jedziesz jutro z nami ?

  16. Juli mówi:

    Chłopaki, ale mieszacie. Oczywiście że jadę!

  17. Mario mówi:

    Juli naszykuj się na kolejne mieszanie – planowany wyjazd na czwartek trza będzie przełożyć na środę, z pogódem trudno jest dyskutować…

  18. Juli mówi:

    ok jedziemy w środę

Dodaj komentarz